Ośrodek KOTERIA
ul. Kaleńska 3
04-367 Warszawa
koteria@argos.org.pl
tel. 22 870 22 55
pon-pt: 9.00 - 20.00;
sob: 9.00 - 18.00
|
OŚRODEK DLA KOTÓW MIEJSKICH W WARSZAWIE
Fundacja dla Zwierząt ARGOS OŚRODEK DLA KOTÓW MIEJSKICH W WARSZAWIE
Koteria – często zadawane pytania
Pytania organizacyjne
- Czy Koteria może wyłapać i zabrać gdzieś koty, znaleźć domy dla kotów ...
- Nie, nie może. Koteria służy pomocą tym, którzy chcą opiekować się kotami miejskimi a nie tym, którzy chcą się ich pozbyć (niezależnie od powodów). Działamy dla rozwiązania problemu kotów tylko jedną drogą: pomocy opiekunom bezdomnych kotów w ograniczeniu ich rozrodczości. Dlatego też nie robimy nic z pominięciem konkretnego opiekuna, pod którego opiekę kot wraca po zabiegu.
- Ile kosztuje wysterylizowanie kota?
- Nic, jeśli kot jest bezdomny, a tylko takie przyjmujemy (opiekun podpisuje oświadczenie). Wszystkie usługi Koterii są nieodpłatne, finansowana przez Fundację dla Zwierząt ARGOS, która zbiera na to pieniądze z różnych źródeł. Zachęcamy wszystkich do wpłacania darowizn na rachunek bankowy 47 1240 6133 1111 0000 4808 5915.
- Czy Koteria przyjmuje kocie mioty?
- Możemy przyjąć ślepe mioty do uśpienia, ale będziemy wtedy także dopominać się o wysterylizowanie ich matki. Jeśli już widzą – nie można ich uśmiercić. Koteria nie jest przygotowana do odchowywania takich miotów. Możemy próbować znaleźć dom tymczasowy, który się tego podejmie.
- Czy Koteria może pomóc leczyć koty będące własnością osób niezamożnych?
- Zasadniczo nie. Po taką pomoc można próbować zwrócić się do różnych organizacji.
- Czy z Koterii można adoptować kota?
- Tak. W Koterii bywają koty na tyle oswojone, że kwalifikują się do adopcji. O adopcji decydujemy w porozumieniu z opiekunem, który dostarczył kota.
- Czy Koteria przyjmuje koty spoza terenu Warszawy?
- Tak. Nie stosujemy żadnych formalnych ograniczeń terytorialnych, ale zawsze rejestrujemy skąd jest kot.
- Czy można przywieźć kota w dowolnej chwili?
- Zawsze należy uprzedzić Ośrodek telefonicznie (22 870 22 55). Mamy tylko kilkadziesiąt miejsc zajętych przez 7-dniowe i 2-dniowe "turnusy". Ze względu na kolejkę chętnych musimy dbać o płynność przyjmowania i wydawania zwierząt. Może się zdarzyć, że będziemy prosić o przełożenie terminu dostarczenia kota. Zapisy są tylko po to, by nikt nie został odprawiony z kotem spod drzwi Koterii z powodu braku miejsca.
- Czy obowiązują jakieś godziny?
- Tak. Ośrodek jest otwarty od 9.00 do 20.00, w soboty do 18.00. W niedziele nie przyjmujemy. Jeśli to naprawdę konieczne, kot może być przyjęty poza tymi godzinami. W sprawach pilnych prosimy o telefon pod nr 603 651 044 – cały dzień.
- Czy można kota odebrać wcześniej?
- Tak oczywiście, o ile opiekun może zapewnić mu opiekę pooperacyjną u siebie (obserwacja, ograniczenie ruchu) i oczywiście jeśli lekarz nie ma zastrzeżeń.
Pytania zasadnicze
- Czy nie lepiej zlikwidować populację bezdomnych kotów raz i na zawsze?
-
Taka likwidacja dzieje się ciągle. Kotów jest tyle, ile zostaje z dramatycznego wyścigu kociej populacji o przetrwanie w mieście. Kotka rodzi co roku 2-3 liczne mioty, połowa z nich to też kotki, już po pół roku gotowe do rozrodu. Jedna kotka może wyprodukować łącznie dziesiątki nowych istnień rocznie. Jeśli więc dotąd koty nas nie "zalały" to dlatego, że podobna ilość kotów miejskich ginie, zwłaszcza na początku życia, z powodu złych warunków. Kosztem ponad 90% śmiertelności, populacja kotów wykorzystuje każdą możliwość przeżycia.
Tępienie kotów, zarówno niezamierzone jak i zamierzone, jest generalnie nieskuteczne, co znajduje potwierdzenie w biologii, matematyce i doświadczeniu. Gdy jest celowe, ma cechy brutalności bez sensu, czyli chuligaństwa.
Nie wiemy co myślą o ewentualnym zniknięciu same koty, ale wiemy, że korzyść z tego dla miasta była by nader wątpliwa, ze względu na szczury.
- Czy nie lepiej jest bezdomne koty humanitarnie uśpić albo oddać do schroniska?
- Nie jest lepiej z dwóch powodów. Biologia populacji kotów jest taka, że wolne miejsce koty wypełnią od nowa (tzw. efekt próżni). Stabilna kolonia kotów raczej nie dopuszcza przybyszów, więc jeśli cała ich kolonia jest wysterylizowana i doglądana, efekt zapanowania nad żywiołem rozrodu na danym obszarze może być trwały. Takie koty przestają też być uciążliwe (śmierdzieć, walczyć), pozostając pożyteczne. Zamiast być problemem, mogą stać się ozdobą osiedla.
Drugi powód to ten, że umieszczenie w schronisku nieoswojonych, dorosłych kotów skazuje je na powolne konanie. To także wynika z biologii tych zwierząt (podatność na stres, epidemie, trudność diagnozowania i leczenia), a także z braku schronisk, które były by przygotowane do bezterminowego utrzymywania nieoswojonych kotów.
Schroniska dla kotów miejskich mają sens, ale tylko dla osobników oswojonych i ewentualnie dla nie dających sobie rady na wolności (np. kalekie). Jednak funkcję tę lepiej spełni sieć domów tymczasowych, o ile są tańsze niż specjalne zakłady i mogą zapewnić lepszą opiekę.
- Dlaczego niektóre koty są dzikie a niektóre oswojone? Kiedy kot może się oswoić albo zdziczeć?
- To dość skomplikowane. Jest "dzikość" sytuacyjna, tzn. reakcja lęku lub agresji, przejawiana przez osobnika doraźnie i zgodnie z naturą jego gatunku. Termin "dziki" ma też znaczenie ogólne, odnoszące się do miejsca gatunku w świecie ludzi (np. znaczenie prawne). Trzeba je odróżniać, bo "dziko" reagować może kot nieoswojony od urodzenia, kot oswojony ale porzucony, jak i kot który ma swój domu w pobliżu.
Koty nie mają takiego instynktu stadnego, jak psy i ludzie, który gwarantował by im od razu naturalną więź i płaszczyznę porozumienia. Koty, które dostatecznie wcześnie zetknęły się z ludźmi, "oswajają się", tzn. okazują się wobec ludzi bardzo towarzyskie (co miłośnicy kotów cenią wyżej niż stadne przywiązanie psów). Przyjmuje się, że ta skłonność zanika po ok. 3 miesiącach życia kota. Potem oswojenie kota bywa trudne albo niemożliwe, a narzucanie kotu ludzkich warunków życia na siłę, daje raczej odwrotny skutek niż w przypadku psów. Koty nie dają się w ten sposób podporządkować czy wytresować.
Te ogólne reguły nie muszą sprawdzać się w każdym przypadku. Dlatego, że koty miejskie to mieszanina dystansu do ludzi i oswojenia, wpisana w nieznane nam doświadczenia poszczególnych osobników. A być może wpisana także w geny, bo cała populacja kotów miejskich wywodzi się od kotów oswojonych (lub tylko oswajalnych) ale zaniedbanych przez ludzi.
Dlatego wolimy dociekać, na ile dany osobnik gatunku "kot domowy" jest, był lub może być "oswojony" lub "nieoswojony", i co z tego wynika dla niego i dla nas. Zostawiamy termin "dzikie koty" na ogólne określenie tygrysów, panter i występującego w Polsce rysia.
- Czy wypożyczanie klatek-pułapek i szkolenia w łapaniu kotów nie sprowadza na nie zagrożenia?
- Klatkę-pułapkę na różne zwierzęta może łatwo nabyć każdy. Jej użycie jest na tyle proste, że nie wymaga żadnego szkolenia. My szkolimy jak opiekować się kolonią bezdomnych kotów, w tym także jak bezpiecznie dla kotów (i siebie) łapać je i transportować do sterylizacji. Rejestrujemy i wiemy kogo szkolimy, komu pożyczamy pułapki i transportery, komu sterylizujemy koty. Nie sądzimy, byśmy byli pomocni komuś, kto chce koty tępić.
Pytania medyczne
- Czy Koteria leczy bezdomne koty?
- Chcielibyśmy, ale Koteria przyjmuje najczęściej koty nieoswojone. To bardzo ogranicza zakres leczenia. Rutynowo robimy to, co daje się zrobić przy okazji narkozy (przegląd uzębienia, czyszczenie uszu, odpchlenie, odrobaczenie). Dłuższe leczenie (tabletki, zastrzyki, zabiegi) jest wprawdzie technicznie wykonalne, ale na tyle brutalne i stresujące dla nieoswojonego zwierzęcia, że często mija się z celem. Ponadto miejsce przez które przewija się dużo bezdomnych kotów z różnych kolonii nie jest właściwym miejscem dla chorych i osłabionych zwierząt.
W konkretnych przypadkach, zwłaszcza oswojonych kotów, możemy pomóc finansowo opiekunowi w leczeniu poza Koterią lub w domu tymczasowym. Każdy przypadek dostarczonego nam kota traktujemy indywidualnie i mamy czas na obserwowanie naszych pacjentów. Także po to właśnie przetrzymujemy koty, a nie oddajemy ich od razu po wybudzeniu z narkozy.
- Czy Koteria jest siedliskiem kocich epidemii?
- Łatwo może nim być, jak każde miejsce stykania się wielu kotów różnego pochodzenia. Groźba zakażeń jest naszym głównym frontem codziennej walki. Na początku działalności mieliśmy panleukopenię, która kosztowała nas życie kilku kotów. Potem mieliśmy mniej groźną kalciwirozę.
Mamy procedury codziennej obsługi kotów, procedury tygodniowego mycia i odkażania całego ośrodka, mamy też procedury nadzwyczajne. Oprócz głównej sali mamy dwie izolatki i możemy łatwo przemieszczać między pomieszczeniami całe stelaże z klatkami.
- Dlaczego Koteria nie szczepi kotów przeciw chorobom zakaźnym?
- Dlatego, że stres złapania, pobytu a zwłaszcza sam zabieg osłabiają odporność naszych pacjentów na tyle, że skuteczność szczepienia jest wątpliwa. Szczepienie powinno być powtórzone po dłuższym czasie, co w przypadku kotów miejskich jest najczęściej niewykonalne. Szczepimy zwierzęta tylko w szczególnych przypadkach (dłuższy pobyt, domy tymczasowe, adopcja).
Dotyczy to także wścieklizny. Inaczej niż psy, koty podlegają obowiązkowemu szczepieniu przeciw wściekliźnie tylko wtedy, gdy trafiają do schronisk.
- Dlaczego Koteria nie bada kotów pod kątem groźnych chorób zakaźnych (FIP, FeLV, FIV)?
- Bo dla uzyskania prawdopodobnego wyniku testy należało by powtórzyć po upływie ok. miesiąca. Przetrzymywanie nieoswojonego kota tak długo jest bardzo szkodliwe ze względu na stres uaktywniający choroby, zaś powtórne łapanie danego osobnika jest zwykle niemożliwe. Testy wykonujemy tylko w wyjątkowych przypadkach.
Generalnie zaś, nie stawiamy sobie za cel wyleczenia i czy wyselekcjonowania populacji kotów miejskich. Przed zapanowaniem nad ich rozrodczością byłby to cel nader abstrakcyjny.
Pytania o pieniądze
- Ile to kosztuje Koteria?
- Utrzymanie Ośrodka kosztowało w 2009 r. około 25.000 zł. miesięcznie, co daje ok. 180 zł na jednego przyjętego kota.
- Skąd Koteria ma pieniądze?
- Fundacja pozyskuje pieniądze na Koterię z różnych źródeł i ciągle poszukujemy nowych.
1) Od Zofii Nowak dostaliśmy 270.000 zł (X 2008) z czego sfinansowaliśmy uruchomienie Ośrodka (remont, wyposażenie) a resztę dokładamy do bieżącej działalności.
2) dotacja z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich - 100.000 zł (V-XII 2009)
3) dotacja z Urzędu Miasta Warszawy - 66.555 zł (VI-XII 2009)
4) jeden procent podatku za 2008 r.- ok. 61.700 zł
5) darowizny od prywatnych osób (głównie od grona stałych darczyńców) – średnio kilka tysięcy miesięcznie. Mają dla nas istotne znaczenie, bo z dotacji budżetowych nie można pokryć pełnych kosztów ani zapewnić ciągłości działania Koterii. Zaś bez ciągle i łatwo dostępnej sterylizacji nie da się zapanować nad żywiołem.
- Czy Fundacja nie można uzyskać pieniędzy z Unii Europejskiej?
- Wedle naszej wiedzy – nie. Humanitarna ochrona zwierząt nie leży w zakresie działania Unii. Unia zajmuje się zwierzętami tylko w zakresie handlu, jakości mięsa i innych produktów, bezpieczeństwa ich produkcji i konsumpcji, ochrony środowiska itp. Chyba, żebyśmy zaliczyli nasze usługi do dziedziny usuwania odpadów.
- Czy Koteria zbiera pieniądze tu i ówdzie do puszki ?
- Z zasady nie wysyłamy pojedynczych osób z puszkami ani nie stawiamy puszek w różnych miejscach. Prosimy o wpłaty wprost na jedyny rachunek bankowy Fundacji dla Zwierząt ARGOS. Jeśli bierzemy udział w imprezach, to jest to stolik informacyjny, oznakowany w sposób nie budzący wątpliwości. Gdyby takie się nasuwały, prosimy o kontakt z nami lub organizatorem imprezy. Ostrzeżenie.
- Na co jeszcze idą pieniądze wpłacane na konto Fundacji dla Zwierząt ARGOS?
- Oprócz Koterii Fundacja prowadzi także Biuro Ochrony Zwierząt.
Inne pytania
- O co Koteria miewa pretensję do opiekunów kotów?
- Że przywożą lub chcą odebrać koty bez właściwego zabezpieczenia na czas transportu. Nie wydajemy kotów inaczej niż do transportera i zmuszamy do pożyczenia transportera od nas (za kaucją). Że często zaniedbują poinformować nas, że zapisany kot jednak się nie pojawi. Mamy przez to mniej pracy, ale to wydłuża kolejkę i podnosi koszty.
- O co zgłaszający się miewają pretensję do Koterii?
- Że nie zabieramy przeszkadzających komuś kotów. Że wyłącznie pomagamy pomagającym, zamiast po prostu zbierać koty wymagające opieki. Że nie można się do nas dodzwonić. Że są spiętrzenia i terminy przyjęcia kota bywają odległe. Że nie podejmujemy się pielęgnacji małych kociąt. Że jesteśmy bezradni wobec zjawiska tępienia kotów.
- Co się stało z "Rudasem", maskotką Koterii?
- Rudas trafił do nas wyniszczony, z dziwnymi ranami i musiał być obserwowany. Stary cwaniak wywalczył sobie specjalne przywileje wbrew regulaminowi i terroryzował nas przez siedem miesięcy. W końcu zaś – co wydawało się nieprawdopodobne – znalazł stały dom, gdzie od razu stał się słodkim i miłym kotem.
|